a dlaczego? bo w tym roku jakoś tak dziwnie. już nie mówię, że właściwie całe przesiedziałam w domu, dobrze że chociaż dziś ktoś nas odwiedzi. nie ma śniegu, nastrój też mam mało świąteczny, ale to raczej za czyjąś sprawą… ;) ja to jednak masochistka chyba jestem. jak boli ząb, to dociskam, żeby bolał bardziej, serio! ale u dentysty byłam ostatnio i 8ka zaplombowana nie ma prawa się odezwać gdy będe raczyć się czekoladą albo ptasim mleczkiem [a to akurat mam, tylko dziwna sprawa, wcale humoru nie poprawia... :/ ja mam jakieś wybrakowane hormony a endorfin to już w ogóle brak!!].
chociaż fajne prezenty dostałam, oryginalnego Diora J’adore [uuuuuuuuuuuuuuuuuwielbiam ten zapach] i bon do takiego sklepu Promod na 100 zł. bon można wykorzystać do 31 grudnia 2007, więc narazie niczego kupować nie będe. zresztą, nawet mi się nie chce łazić po sklepach. najlepiej to posiedze sobie w pokoiku i pooglądam telewizję. tak, bardzo jestem towarzyska. ;) Sylwestra spędze nadzwyczaj uroczo, sama w pokoiku z Sylwestrem na polsacie albo tvp2. uroczo. ;D jak zaczęłam mijający rok, tak samo go zakończę. lol ;)

Cenę marzeń i wyrachowaną Rubi nadal oglądam. ta telenowela jest tak naiwna i denna, że aż wciąga. przynajmniej ładna laska gra, Barbara Mori. chociaż nie za długo jeszcze będe przeżywać „ona go kocha a on ją nie ale to nic bo jednak coś do niej czuje ale ze wzgląd na śmierć żony wie że nigdy nie będą razem i ona cierpi” bo kończy się w lutym. a w styczniu mam sesję i zaliczenia z ćwiczeń więc chyba będe chodzić na prochach. niby tylko 3 egzaminy- z filozofii, badań polit. i socjologii, ale i tak pracy nie mało. szczególnie z historii polski. grrrrrr :/ w moim przypadku jak jest dużo pracy, to wcale nie jest tak że nie myśle o niczym innym. myślę, i to aż za dużo. ale o tym później… a właściwie? okej, to podusmowanie roku 2006.
zyski?
-zdałam maturę, może nie wybitnie, i nie do końca z takimi wynikami jakimi chciałam, ale jednak! ;)
-dostałam się na studia, może nie do końca na takie jakiie chciałam, ale patrząc na statystki, to chyba nie jest ze mną tak źle. to tylko licencjat, a potem się zobaczy. polecę na jamajke i będe zbierać banany i kokosy, o!!!! :P
-pan…hmm… imienia nie wymienię. co było, to było, i ja tego nigdy nie zapomnę. taka już jestem. ale nie chcę się tu o tym rozwlekać, kto ma wiedzieć to wie. [kiimi!] :** nadal wgapiam się jak durna w telefon, już jakieś modły normalnie odprawiam. dobra, to moja chora psychika… :P

więcej zysków jakoś nie widzę. jestem zdrowa i jakoś sobię radzę. a straty? chyba te największe, czyli po prostu marzeń… niektórych. i tego poczucia, że można wszystko osiągnąć i mieć. trudno, coś za coś.

ooo ale się rozpisałam. a teraz idę pooglądać Marylin Monroe na 1. taką piękna i zmysłowa, oczy jak marzenie, usta stworzone do całowania, a umarła sama w przekonaniu, że nikt jej nigdy nie kochał. coś mi to mówi… tyle że ja nie jestem sexy :P